Pod koniec 2019 roku zaczęły docierać informacje o nieznanym typie wirusa, który rozprzestrzeniał się w Chinach i wykazywał się wysoką śmiertelnością. Objawy były podobne jak w przypadku grypy czy silnego przeziębienia: gorączka, kaszel i duszność. Groźne dla życia były jednak powikłania takie jak zapalenie płuc i ostra niewydolność oddechowa.
Pierwszy przypadek koronawirusa nazwanego COVID-19 w Europie został wykryty pod koniec stycznia 2020 roku we Francji. A 4 marca 2020 roku w Zielonej Górze odnotowano pierwsze zakażenie w Polsce. 11 marca 2023 roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła pandemię COVID-19. Na tym etapie rozprzestrzeniania się choroby świat ogarnęła panika. Większość z nas doskonale pamięta puste półki w sklepach, opróżnione przez spanikowanych obywateli, a to był tylko początek szaleństwa, jakie ogarnęło świat.
Pandemia doprowadziła do ogromnej recesji, największej od czasów wielkiego kryzysu w latach 20- i 30-tych XX wieku. Niemal każdy rząd na świecie planował wprowadzenie restrykcyjnych zasad i obostrzeń, aby uchronić obywateli przed nieznanym wirusem. W Polsce większość sejmową miało wtedy Prawo i Sprawiedliwość, premierem był Mateusz Morawiecki, a ministrem zdrowia Łukasz Szumowski.
Na początku lutego 2020 roku minister zdrowia mówił, że z powodu grypy od początku roku zmarło w Polsce już ponad 10 osób, każdego roku umiera 70–80, a na zapalenie płuc rocznie choruje natomiast 15 tys. ludzi w Polsce. Wtedy zdaniem ministra COVID-19 nie był groźny i to innych chorób powinniśmy się obawiać. „A tego, co się dzieje na świecie, poza Chinami, nawet nie można nazwać epidemią. Nie ta skala.”
2 marca uchwalono jednak specjalną ustawę, na podstawie której można było wprowadzić w życie regulacje nakładające ograniczenia na obywateli. Już 12 marca 2020 roku zostały zamknięte szkoły, a zajęcia odbywały się zdalnie. Podobnie na uniwersytetach. Zawieszono działalność instytucji kulturalnych, nie odbywały się koncerty, przedstawienia teatralne, zamknięte zostały muzea i kina. 20 marca premier Mateusz Morawiecki ogłosił epidemię w Polsce. Każdego dnia media podawały szczegółowe liczby zakażeń i zgonów spowodowanych koronawirusem.
Od 24 marca ograniczono zgromadzenia do maksymalnie 2 osób (z wyjątkiem rodzin, zgromadzeń religijnych i miejsc pracy), podróże ograniczono do niezbędnych, jak również wychodzenie na zewnątrz. Można było udać się na zakupy, wizytę u lekarza czy spacer z psem. W kolejnych dniach wprowadzono dystans 2 metrów, jaki należało zachować od siebie. Mimo, że wcześniej nakazano noszenie maseczek. Polacy nie mogli przebywać na świeżym powietrzu, ponieważ zamknięto parki, bulwary, plaże, a czasowo nawet lasy. Polska weszła w pełne „zamknięcie” („lockdown”).
Mandaty za złamanie zasad sięgały nawet 30 000 zł, a wydawane były przez urzędników administracyjnych — bez możliwości odwołania przed sądem w trybie zwykłym. Natomiast sądy masowo uchylały te kary, jako wprowadzone niekonstytucyjnie – rozporządzeniem zamiast ustawą, ponieważ tylko ustawą można ograniczyć prawa i wolności obywatelskie.
Kontrowersje wzbudzał już sam stan epidemii wprowadzony przez rząd, ponieważ zarządzone restrykcje wobec praw i wolności obywatelskich mogą obowiązywać jedynie w stanie nadzwyczajnym klęski żywiołowej, który zgodnie z konstytucją nie może trwać dłużej niż 30 dni, a jego przedłużenie wymaga zgody Sejmu. W czasie stanu nadzwyczajnego nie mogą się też odbyć wybory prezydenckie.
Najwyższa Izba Kontroli nazwała okres pandemii czasem chaosu. Kontrola NIK przeprowadzona już po zakończeniu pandemii wykazała, że rząd w chwili pojawienia się pierwszych zachorowań w Polsce nie było krajowego planu działania na wypadek epidemii. Na skuteczne działania nie pozwalały także Wojewódzkie Plany Działania na Wypadek Wystąpienia Epidemii, ponieważ nie stanowiły one spójnej całości i zawierały nieaktualne dane o kadrach medycznych oraz lokalizacji miejsc kwarantanny. Planów nie zaktualizowano mimo, że o zagrożeniu było wiadomo już pod koniec 2019 roku.
W czasie znacznego wzrostu zachorowań rząd zmagał się z kryzysem w służbie zdrowia. Brakowało niezbędnego sprzętu ochronnego, respiratorów i leków. Wstrzymano operacje i zabiegi, które nie były konieczne do ratowania życia.
***
Chaotycznie działania rządzących doprowadziły do znacznego marnotrawienia publicznych pieniędzy. Już na początku marca 2020 roku Ministerstwo Zdrowia zakupiło maseczki warte 5 milionów od Łukasza G., instruktora narciarstwa z Zakopanego, prywatnie przyjaciela rodziny Szumowskich. W tym maseczki z Ukrainy, które – jak się okazało – nie spełniały żadnych polskich norm.
14 kwietnia 2020 roku Ministerstwo Zdrowia zawarło umowę z niewielką firmą z Lublina E&K na zakup 1200 respiratorów o wartości 44.4 miliona euro, które miały być dostarczone do 30 czerwca 2020 roku. Właściciel firmy Andrzej Izdebski kojarzony był z handlem bronią. Był przedmiotem śledztwa reporterów programu „Superwizjer”, które wykazało, że mimo naruszania prawa i łamania embarga nakładanego przez ONZ, otrzymał od Ministerstwa Spraw Wewnętrznych koncesję na handel bronią.
Respiratory zakupiono w cenie nawet trzykrotnie wyższej niż ceny producenta. Wkrótce okazało się, że firma E&K nie zajmowała się handlem sprzętem medycznym i nie ma takiej działalności wpisanej w dokumentach rejestrowych. Producenci zakupionych respiratorów zaprzeczyli, że sprzedali sprzęt firmie z Lublina. Dostarczonych zostało jedynie 50 respiratorów (innej firmy, niż było to określone w zamówieniu). Zaliczka ze resztę sprzętu miała zostać zwrócona, sprawa trafiła jednak do prokuratury. Właściciel firmy E&K, Andrzej I. pod koniec 2020 roku wyjechał z kraju i był poszukiwany listem gończym. W czerwcu 2022 roku zmarł w Tiranie, stolicy Albanii.
W zakup sprzętu, na polecenie premiera Mateusza Morawieckiego, zostały też zaangażowane spółki Skarbu Państwa, które wydały około 200 milionów na sprzęt medyczny. Były to KGHM Polska Miedź, Grupa Lotos oraz Agencja Rozwoju Przemysłu. Kontrola NIK wykazała, że Ministerstwo Aktywów Państwowych wprost wskazało spółkom Skarbu Państwa co i od kogo mają kupić, a także wskazało ceny i wzory umów.
KGHM i Lotos nigdy nie zajmowały się obrotem sprzętem medycznym, a Ministerstwo Zdrowia nie brało udziału w tym procesie. Wybrane firmy, z którymi zawarto umowy nigdy nie dostarczały sprzętu medycznego, a jedynie akcesoria kosmetyczne. Według NIK spółki państwowe stanowiły jedynie rolę figuranta, który miał przejąć ryzyko i odpowiedzialność za zakupy realizowane na z góry określonych warunkach.
Z zakupionych za 2 miliony dolarów kombinezonów ochronnych, 21% nie spełniało norm jakościowych. Zakupione przez KGHM maseczki ochronne były wielokrotnie droższe od dostarczonych przez Agencję Rozwoju Przemysłu. Część z maseczek nabytych przez KGHM, mimo znacznie wyższej ceny, nie zapewniała ochrony. Polska instytucja certyfikująca, którą był Centralny Instytut Ochrony Pracy – Państwowy Instytut Badawczy, zakwestionowała jakość maseczek zakupionych przez KGHM o wartości niemal 109 milionów zł. Zakwestionowana została też jakość ponad połowy produktów zakupionych przez grupę Lotos o wartości około 28 milionów zł. Były to kombinezony i przyłbice ochronne.
Mimo, że sprzęt ten został zakupiony na polecenie Kancelarii Premiera, w związku z uzasadnionymi wątpliwościami, co do jakości dostarczonych materiałów, Kancelaria zwróciła Lotosowi jedynie część środków i nie opłaciła 48% faktur w wysokości 27,8 mln zł, co stanowiło stratę spółki. Dostawcy produktów odrzucili reklamację Lotosu, a spółka nie podjęła dalszych działań w celu dochodzenia swoich roszczeń. Firma dostarczająca ten sprzęt była już w trakcie podziału i sprzedaży, m. in. spółce Orlen.
Najwyższa Izba Kontroli oceniła, że w czasie pandemii Covid-19 niegospodarnie wydano 20 miliardów zł. Raport NIK „Epidemia COVID-19 – czas chaosu i nietrafionych decyzji” uwzględnia ustalenia z dziewięciu kontroli przeprowadzonych w czasie pandemii. Jako przykład zbędnego wydawania państwowych pieniędzy NIK podał utworzenie 14 zbędnych szpitali tymczasowych za ponad 612 milionów złotych, w tych trzech placówek, których nie uruchomiono. Łączny koszt utworzenia wszystkich 22 szpitali tymczasowych przekroczył 941 milionów zł.
Koszt utrzymania szpitali tymczasowych do kwietnia 2022 roku wyniósł aż 7 miliardów złotych, podczas gdy na leczenie pacjentów we wszystkich polskich placówkach wydano mniej niż 5 miliardów. Największe kontrowersje budziła Arena Netto w Szczecinie, na której utworzenie i utrzymanie wydano 29 milinów złotych, a nie przyjęto tam ani jednego pacjenta.
***
Kontrowersje wzbudził też Narodowy Program Szczepień przeciwko Covid-19, na który wydano około 17 miliardów złotych. Przeprowadzone przez NIK kontrole wykazały, że Minister Zdrowia nierzetelnie oszacował potrzeby związane z zakupem odpowiedniej liczby dawek szczepionek przeciwko COVID-19. Od sierpnia 2020 roku Ministrem Zdrowia był Adam Niedzielski.
Od maja 2021 roku kontraktowano kolejne dawki szczepionek, kiedy Polska związana już była umowami zabezpieczającymi możliwość kilkukrotnego zaszczepienia całej populacji. Na koniec kwietnia 2021 roku zabezpieczono zakup 109 mln dawek. Oznacza to, że gdyby każdej dorosłej osobie w Polsce podano trzy dawki szczepionki, to zapotrzebowane byłoby na poziomie 93 mln dawek. Decyzje o zakupie kolejnych szczepionek podejmowane były z pełną świadomością, że liczba zakażeń maleje. W konsekwencji szczepionki warte ponad 1 miliard złotych przeterminowały się, zostały więc zutylizowane.
Także przechowywanie i dystrybucja szczepionek nie były należycie kontrolowane, a część szczepionek została zgłoszona z powodu wad jakościowych. Mimo to Główny Inspektorat Farmaceutyczny nie wydał decyzji o wstrzymaniu dystrybucji zgłoszonej serii szczepionek, która w całości została podana pacjentom. GIF nie tylko nie wydał decyzji o zatrzymaniu obrotu wadliwych szczepionek, ale nawet nie wiedział gdzie mogą się one znajdować.
Pełnomocnikiem rządu ds. Narodowego programu szczepień był szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Michał Dworczyk. Jego działalność polegała głównie na prowadzeniu kampanii zachęcających Polaków do szczepień. Na ten cel wydano ponad 115 milionów zł. Do jego obowiązków należało też przygotowanie propozycji nowych rozwiązań prawnych.
Specustawę z 2 marca 2020 roku nowelizowano 74 razy, a ostanie zmiany weszły w życie 27 marca 2025 roku. Jednym z najbardziej kontrowersyjnych projektów nowelizacji, był ten zgłoszony przez posłów PiS, wprowadzający przepis znoszący odpowiedzialność prawną urzędników za „naruszenie obowiązków służbowych lub obowiązujących przepisów” w celu przeciwdziałania epidemii. Zapis w projekcie brzmiał:
„Nie popełnia przestępstwa, kto w celu przeciwdziałania COVID-19 narusza obowiązki służbowe lub obowiązujące przepisy, jeżeli działa w interesie społecznym i bez naruszenia tych obowiązków lub przepisów podjęte działanie nie byłoby możliwe lub byłoby istotnie utrudnione”.
Jak informowała „Gazeta Wyborcza”, przepisy o braku odpowiedzialności urzędników forsował wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński, odpowiedzialny za zakupy testów na wirusa. Po protestach posłów opozycji zapis ten został usunięty z projektu nowelizacji.
Jeszcze przed wybuchem pandemii, zgodnie z Kodeksem Wyborczym, marszałek Sejmu Elżbieta Witek na początku lutego 2020 roku zarządziła wybory prezydenckie na 10 maja 2020 roku. Wybory te nie mogły się odbyć bez łamania restrykcji wprowadzonych przez rząd. Pojawiły się liczne opinie, że data wyborów powinna zostać przesunięta. Próbowano przeprowadzić wybory korespondencyjne, ale chaotyczne i niezgodne z prawem działania zakończyły się porażką.
Zobacz więcej: wybory kopertowe.
***
Pandemia, a właściwie wprowadzone restrykcje doprowadziły do zastoje gospodarki i do kryzysu ekonomicznego. Rząd PiS próbując ratować sytuację, do której sam doprowadził, zaproponował wprowadzenie tzw. tarczy antykryzysowej. Był to pakiet rozwiązań mających na celu wsparcie gospodarki, przedsiębiorstw i osób zatrudnionych. Pierwsza wersja tarczy weszła w życie 1 kwietnia, a druga 17 kwietnia 2020 roku.
Zarządzanie programami pomocowymi rząd powierzył Polskiemu Funduszowi Rozwoju. W ramach pierwszej tarczy antykryzysowej przedsiębiorcy mogli ubiegać się o przyznanie świadczeń na dofinansowanie wynagrodzeń i składek ZUS pracowników, którzy zostali objęci przestojem lub obniżonym wymiarem czasu pracy. Celem programu była ochrona miejsc pracy.
Jednak już po miesiącu działania programu pojawiły się głosy, że na pomoc trzeba długo czekać, a od tego zależało ile firm uda się uchronić przed upadkiem. Niejasne były wytyczne i nie wiadomo było jakie prawa i obowiązki mają przedsiębiorcy. Nawet urzędy takie jak ZUS i Urząd Skarbowy udzielały sprzecznych informacji.
Pomoc była często uzależniona od formalnych kryteriów, na przykład spadek dochodów o konkretny procent, co często wykluczało wiele firm, które również poniosły straty. Taki warunek premiował duże przedsiębiorstwa z dużym zapleczem administracyjnym, a mikroprzedsiębiorstwa i samozatrudnieni mieli trudności z uzyskaniem wsparcia, mimo że byli jedną z najbardziej poszkodowanych grup.
Wiele wniosków wymagało rozbudowanej dokumentacji i podpisów elektronicznych, a proces był trudny i czasochłonny. Kontrola NIK wykazała, że niektóre środki przyznawano bez odpowiedniego nadzoru, brakowało jasnych kryteriów przyznawania dofinansowań, a część środków była niewłaściwie rozliczana lub nadużywana. Pracownicy często musieli podpisywać niekorzystne porozumienia, takie jak obniżenie wynagrodzenia lub wymiaru etatu, aby firma mogła skorzystać z dofinansowania.
W wielu przypadkach pomoc przyszła po zamknięciu działalności firm. Finansowanie tarczy odbywało się głównie przez zadłużenie publiczne i w efekcie zadłużenie ukryte wzrosło, co znacznie obciążyło finanse publiczne.
***
Jak się okazało – i na co wskazywało wiele osób – decyzje w czasie pandemii nie były podejmowane na skutek badań, lecz emocji. Politycy w wielu przypadkach nie mieli uzasadnienia dla swoich działań, utrudniali życie przedsiębiorcom, nakazywali Jnosić maseczki, namawiali do szczepień, a wszystko to na podstawie naśladownictwa innych rządów lub wskazówek WHO. Nie żądano uzasadnień, lecz ślepo podejmowano decyzje, które rujnowały finanse, ale i zdrowie ludzkie.
Osoby kwestionujące jedyną słuszną wtedy linię były poddawane ostracyzmowi, a ludzie, którzy odmawiali niesprawdzonych – co było wiadomo już wtedy – szczepionek bywali szykanowani w miejscach pracy. Wiele osób przyjęło szczepionki nie ze względów zdrowotnych, ale aby uzyskać możliwość podróżowania lub nie stracić określonych możliwości w swoim miejscu pracy (np. wojsko czy urzędy). Prześladowani byli również w tym czasie lekarze, którzy mieli odmienną – niż rządowa – opinię na sposób leczenia chorych na koronawirusa.
Jednocześnie ograniczenie dostępu do „standardowej” służby zdrowia (m.in. niezrealizowanie planowanych operacji) oraz skutki zamknięcia w mieszkaniach spowodowały dodatkowe, tzw. nadmiarowe zgony, których liczba szacowana jest nawet na 200 tysięcy. Nie sposób oszacować również takich zjawisk jak depresja oraz innych schorzeń wywołanych histerią wokół COVID-19.
O ile można przyjąć, że w początkowej fazie rząd PiS mógł być zaskoczony sytuacją, o tyle wraz z kolejnymi miesiącami było coraz bardziej jasne, że podejmowane działania są nieproporcjonalne do efektów. Lista absurdów, które towarzyszyły Polakom w tym czasie jest duża, ale rządzący brnęli w zaparte, zgodnie z zasadą „ani kroku wstecz”. Dopiero inwazja Rosji na Ukrainę i przybycie do Polski milionów uchodźców z Ukrainy (którzy nie byli zaszczepieni ani nie nosili maseczek), zakończyła w Polsce „epidemię COVID-19” i pokazała jak absurdalne i szkodliwe były oficjalne zalecenia. Nikt jednak nigdy nie wyjaśnił swoich decyzji. ani nie odpowiedział za błędy i wyrządzone szkody.
Szpital tymczasowy przy ul. Wołodyjowskiego w Białymstoku, 26 marca 2021 r. Źródło: Podlaski Urząd Wojewódzki w Białymstoku / Gov.pl, CC BY 3.0 PL, Wikimedia Commons; wykadrowano.
