Przejdź do treści

Temat

Wybory kopertowe

Wybory korespondencyjne, nazwane pejoratywnie kopertowymi, to nie tyle wybory, ale próba przeprowadzenia wyborów prezydenckich podczas pandemii COVID-19. Istniała wtedy groźba, że wybory nie odbędą się wcale. Próba przeprowadzenia wyborów, które zgodnie z konstytucją musiały się odbyć, nie jest sama w sobie grzechem PiS. Rząd Prawa i Sprawiedliwości działał jednak w tej sprawie chaotycznie, wpisując się w histerię związaną z COVID-19.

Więcej o pandemii i działaniach rządu PiS: COVID-19

Pięcioletnia kadencja prezydenta Andrzeja Dudy kończyła się 6 sierpnia 2020 roku. Jeszcze przed rozpoczęciem pandemii COVID-19, zgodnie z Kodeksem Wyborczym, marszałek Sejmu Elżbieta Witek na początku lutego 2020 roku zarządziła wybory prezydenckie na 10 maja 2020 roku. Po wybuchu pandemii i wprowadzeniu restrykcji, pojawiły się głosy, że wybory muszą zostać przesunięte na późniejszy termin, ponieważ ich przeprowadzenie było praktycznie niewykonalne.

6 kwietnia 2020 roku w Sejmie została przegłosowana ustawa zgłoszona przez posłów PiS, która zakładała, że wybory odbędą się w drodze korespondencyjnej. Ustawa była krytykowana ze względu na błędy merytoryczne, a szczególnie, że odpowiedzialność za przeprowadzenie wyborów spadała na Pocztę Polską, a nie Państwową Komisję Wyborczą.

Już 16 kwietnia, jeszcze przed wejściem ustawy w życie i przed głosowaniem Senatu, minister aktywów państwowych Jacek Sasin ogłosił, że Poczta Polska i Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych rozpoczną drukowanie pakietów wyborczych. Najwięcej kontrowersji budziło uzyskanie danych osobowych obywateli uprawnionych do głosowania.

23 kwietnia, kiedy ustawa wciąż nie weszła w życie, o godzinie 2:26 w nocy, wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast otrzymali mailowo wnioski o przekazanie danych ze spisu wyborców. Takie dane jak numery PESEL, imiona i nazwiska, kody pocztowe i adresy zamieszkania miały być przesłane w terminie dwóch dni roboczych, w formie dokumentu tekstowego, niezabezpieczonego hasłem.

Maile nie zawierały podpisu elektronicznego, widoczna była jedynie informacja, że nadawcą jest Poczta Polska. Wielu z samorządowców zapowiedziało zawiadomienie prokuratury, a tego samego dnia rzeczniczka Poczty potwierdziła autentyczność maili. Uzasadnieniem dla wniosku Poczty Polskiej był art. 99 tzw. Specustawy ws. COVID-19.

We wrześniu 2020, na podstawie skargi Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara wydał wyrok stwierdzający, że decyzja premiera Mateusza Morawieckiego o wydaniu Poczcie Polskiej polecenia dotyczącego przygotowań do wyborów korespondencyjnych została wydana bez podstawy prawnej i z rażącym naruszeniem prawa i jest nieważna.

27 kwietnia Senat odrzucił ustawę, a 29 kwietnia, na 11 dni przed datą wyborów, jeden z kandydatów na Prezydenta Stanisław Żółtek podczas konferencji prasowej zaprezentował kopie karty wyborczej z nazwiskami kandydatów oraz formularza do uzupełnienia danych wyborcy. Miał ją otrzymać od pracownika jednej z podkrakowskich firm, która otrzymała zlecenie pakowania zestawów wyborczych przed ich rozsyłką. Za wyciek miało być odpowiedzialne Ministerstwo Aktywów Państwowych zarządzane przez ministra Jacka Sasina. Poczta Polska o wycieku kart poinformowała Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

6 maja Sejm ponownie przegłosował ustawę ws. wyborów korespondencyjnych, odrzucając sprzeciw Senatu. Przy drugim głosowaniu zakładano już, że wybory odbędą się w innym terminie, a za ich przeprowadzenie odpowiadać będzie PKW. Ustawa została podpisana przez prezydenta Andrzeja Dudę.

7 maja Państwowa Komisja Wyborcza wydała komunikat, że głosowanie w dniu 10 maja nie odbędzie się, ponieważ PKW została w wyniku ustawy z 16 kwietnia tegoż roku pozbawiona kompetencji do ustalenia wzoru i zarządzenia druku kart do głosowania, które są koniecznym warunkiem do przeprowadzenia głosowania. 3 czerwca marszałek Sejmu Elżbieta Witek zarządziła nowe wybory na dzień 28 czerwca 2020 roku.

Próba przeprowadzenia wyborów korespondencyjnych kosztowała państwo ponad 76 milinów złotych. Wielokrotnie zostało złamane prawo, w tym kodeks wyborczy. Gdyby finalnie wybory odbyły się (po raz pierwszy i dodatkowo w tak specyficznych okolicznościach) w sposób korespondencyjny, z pewnością ich wynik były podważany, co wprowadziłoby kraj w jeszcze większy chaos. Niestety wiele kolejnych decyzji podejmowanych w tej kwestii przez rząd było nieprzemyślanych i prowadziło do jeszcze większego zamieszania.

NIK po przeprowadzonych kontrolach skierowała do prokuratury zarzuty o możliwości popełnienia przestępstwa przez premiera Mateusza Morawieckiego, szefa jego kancelarii – ministra Michała Dworczyka, Jacka Sasina oraz szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego, a także zarządów Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych oraz Poczty Polskiej. Prokuratura odmówiła wszczęcia postępowań karnych. Podczas rządów PO powstała też komisja śledcza, jednak nikt nie został ukarany, a sprawa rozmyła się podczas licznych postępowań sądowych. 

W grudniu 2022 roku została uchwalona tzw. Ustawa abolicyjna, czyli ustawa o zaniechaniu ścigania za niektóre czyny związane z organizacją wyborów Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, zarządzonych na dzień 10 maja 2020 roku. Ustawa zakłada niewszczynanie postępowań i umorzenie niezakończonych prawomocnym wyrokiem postępowań karnych o przekroczenie uprawnień przez wójtów, burmistrzów i prezydentów miast za przekazanie poczcie spisu wyborców podczas wyborów korespondencyjnych. Ustawę kilka dni po jej uchwaleniu podpisał prezydent Andrzej Duda.

Urna podczas wyborów prezydenckich w Tomaszowie Mazowieckim, 28 czerwca 2020 r. Fotografia przedstawia późniejsze głosowanie przeprowadzone po niedoszłych wyborach korespondencyjnych planowanych na 10 maja. Źródło: WrS.tm.pl, domena publiczna, Wikimedia Commons; wykadrowano.